Nie byłabym sobą gdybym nie zabrała głosu w, jakże głośnej ostatnio, sprawie Kamila D. (Skoro tygodnik wydał już na niego wyrok nie wypada chyba pisać po nazwisku)

Dwanaście złotych wydane tylko po to żeby zalała mnie krew nagła. I nie wiem na co bardziej bierze mnie wściekłość. Czy na poziom dziennikarstwa czy na odzew części społeczeństwa czy na sprawę rzekomego molestowania i mobbingu.

Okej. Specjalista ze mnie żaden, więc metody śledztwa dziennikarskiego puszczam półgębkiem. Niech to będą szperania po koszach, plotkowania czy kucharskie podsłuchy. Nie ja z tego będę rozliczona, nie o mnie to świadczy. Martwi mnie jedynie co się dzieje z poziomem dziennikarstwa i rzetelnością artykułów, które bądź co bądź kształtują opinię społeczną. Czy powinny one brzmieć jak szykana, czy raczej być opisem faktów? Sami oceńcie.

Głos ludu. Niejednokrotnie udowodniono mi, że lubimy oceniać. Że przyjemnością dla nas jest wydanie jednoznacznego wyroku: winny! I chwilowo, proszę Was, odłóżmy na bok wagę zarzutów o molestowaniu. Pochylmy się trochę nad pierwszym „artykułem” i fotorelacją z mieszkania.
Że gumowe lale i wzierniki dopochwowe, że pornografia i prezerwatywy, że narkotyki i tabletki – sodoma i gomora! A to zboczeniec! Jak ktoś taki może występować w TV?! Aż łapię się za głowę i pytam co ma piernik do wiatraka?
Głosy o tym, że to zboczone i plugawe słyszałam często od kobiet. Od tych samych kobiet, które parę dni wcześniej z wypiekami na twarzach maszerowały na Grey’a zobaczyć jak batoży swoją lubą. No ludzie!
Posłużę się wyświechtanym, lecz idealnie tu pasującym cytatem: „Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem.” I żeby Nam tylko ręce nie uschły.
Naprawdę nie rozumiem tej fali oburzenia. Praca to praca, życie to życie – rozgraniczmy to. Ja sama w pracy jestem kulturalnym, opanowanym i statecznym człowiekiem. A w życiu ? No cóż… nie raz, nie dwa balansowałam po cienkiej lince dobrego smaku. Nie raz robiłam rzeczy za które się wstydzę dlatego ciężko przychodzi mi ocenianie innych.
Jako redaktor i dziennikarz p. Kamil D. nie ujawniał swoich preferencji. A znamy przecież polityków latających z wibratorami, pseudo literatów biegających ze swastyką na ramieniu czy redaktorów bandytów. Czy to nie ich powinno się brać pod lupę? Widocznie nie. To jest smaczne, bo przecież to artyzm, bo bądźmy tolerancyjni.

Molestowanie. Mobbing.
Zarzut mocny i nie bagatelizuję go, bo „Kamila to lubię, więc mu wolno.” Nie, nie wolno mu i jeżeli jest idiotą to należy go za to ukarać. Proste. Na razie jednak nie ma żadnych faktów, żadnych nazwisk, żadnych dowodów. Ochłońmy.
Według mnie temat molestowania w pracy, wciąż jest trudny i wciąż jest tematem tabu. Rozumiem, że o pracę ciężko, a każdy chce mieć pieniądze żeby jakoś żyć. Nie wyobrażam sobie jednak żeby ktoś traktował mnie w taki sposób, a mnie nie otworzyłaby się gęba.
Nie wiem jak to jest być ofiarą mobbingu. Nie wiem co się wtedy dzieje w głowie człowieka i jak wtedy postrzega rzeczywistość. Raz w życiu dostałam „niemoralną propozycję” od szefa, którą ucięłam w zarodku. Tak – nakablowałam i tak – poszłam do kogoś wyżej i tak – zostałam zwolniona. Czy mi z tym źle? Nie bardzo.
Wiem jednak, że są różni ludzie i niektórych na to nie stać. Wiem, że są osoby, które mają w genach bycie ofiarą. Może łatwo mi mówić, bo ja do nich nie należę ale nie wydaje mi się, że mobbing zawsze jest tylko winą przełożonego.

Już czuję jak to zabrzmiało. Czuję ten smród.

Nie, nie uważam, że to wina ofiary. Tak samo jak nie uważam, że kusa spódniczka jest wyjaśnieniem gwałtu. Chodzi mi jednak o to balansowanie na krawędzi.
Oczywiście możesz chodzić półnaga w środku nocy po szemranym osiedlu. Nikt nie może Ci tego zabronić ale nie miej pretensji, że ktoś Cię zaczepia. Nie ma do tego prawa ale licz się z tym. Kiedy wkładasz mokry palec do kontaktu nie bądź zdziwiony, że prąd popieści.

Sytuacja bardzo mi bliska.
Była dziewczyna i był mężczyzna. On był jej przełożonym. Przystojnym i bogatym. Ona też niczego sobie. Kiedy do niej przychodził zakładała piękne fatałaszki. Były flirty, były prezenty, w końcu był seks. A przede wszystkim była obopólna zgodna. Oczywiście do czasu kiedy wszystko wyszło na jaw. Dziewczyna stała się ofiarą, a facet natarczywcem. Ona została zwolniona, a on ma łatkę zboka. Paradoksalnie żadne z nich nie jest winne.

Abstrahując od sytuacji – myślmy o tym co robimy. Przewidźmy konsekwencje naszych czynów i zastanówmy się nad tym co, komu i właściwie po co robimy.

A wracając do tematu: nie osądzajmy. Pozwólmy sobie na analizowanie faktów i wyróbmy swoją opinię na dany temat.Nie powtarzajmy, przemielonej już, papki jak mantry. Po prostu myślmy.